Wyprowadzamy się do USA!

Kilka dni temu na Instagramie, pod jednym z postów, zastanawiałam się czy powiedzieć Wam co w najbliższej przyszłości czeka mnie i Davida. I Wasze reakcje przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Dostałam mnóstwo wiadomości Waszymi propozycjami – fajnie było przeczytać i zobaczyć, czego Wy się spodziewałyście. Większość z nich była tafiona. Nawet Martyna z @mrsbrookstravels zgadła, że będzie pies. Co prawda nie trafiła z liczbą i rasą, ale było blisko.

Gdzie będziemy mieszkać?

Na obrzeżach Philadelphi. David ma tam swoją rodzinę, więc wszyscy będziemy blisko siebie. Teraz pewnie zastanawiacie się czy będziemy mieszkać w mieszkaniu, piwnicy, statku, czy może dom? Z tego co aktualnie ustaliliśmy, najpierw będziemy chcieli wynająć mieszkanie. Generalnie mogłabym powiedzieć, że wynajmiemy byle co, aby tylko mieć dach nad głową, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. Z czasem chcielibyśmy kupić dom. A kupno domu, to nie takie hop siup. Oboje rozglądaliśmy się już za domami, ale tylko w takim konktekście aby ustalić czego każde z nas oczekuje. Wiecie, żeby nie wyszło, że ja np ja chcę mieć dom parterowy, a David np dom z trzema piętrami. A co za tym idzie, liczba pokoi się zmienia – no bo kto to będzie sprzątał? 😀 Mam nadzieję, że łapiecie kontekst. Każdy z nas ma w głowie wizję swojego idealnego domu. I już wiem, że nie chcę mieszkać przy ulicy, nie chcę mieć brązowej kuchni (patrząc po ogłoszeniach, Amerykanie kochają brązowe kuchnie i wszystko co drewniane) oraz nie chcę aby w mojej łazience była charakterystyczna plastikowa osłonka na ścianę, zaraz przy prysznicu. No, po moim trupie! Ja już zapowiedziałam Davidowi, że podczas mojego pobytu w USA ja nauczę się kafelkować, stawiać ściany i będę zaprzyjaźniona z wiertarką bardziej niż On.

Prawo jazdy

Tak jak wspominałam Wam na stories, ja nie mam prawa jazdy. Zanim przeprowadziłam się do Londynu, w 2015 roku robiłam prawo jazdy. Podeszłąm tylko do egzaminu pisemnego, a kilka dni później przyleciałam tutaj. Także z prawa jazdy nici, ale kto by się wtedy tym przejmował? 😀 Z resztą może to i nawet lepiej, bo słyszałam, że egzamny w Stanach są o wiele łatwiejsze. 😉 Także to będzie prawdopodobnie pierwsza rzecz, którą będę musiała zrobić po przeprowadzce, aby móc normalnie funkcjonować w USA.

Wiza

Na stronie Ambasady Amerykańskiej można zobaczyć jakie rodzaje wiz pasują do naszej sytuacji. My do wyboru mamy dwie i jest to wiza K-1 (wiza narzeczeńska) lub wiza IR1 lub CR1 (wiza małżeńska). Na początku myślałam, że najlepiej będzie aplikować o K-1, ale szybko zweryfikowaliśmy informacje ze znajomymi i okazuje się, że wygodniej jest aplikować bezpośrednio o wizę małżeńską. Ja też widzę pewne plusy.. a jakie? Wyjaśnię poniżej.

Ślub

Jak pisałam wyżej będziemy się starać o wizę małżeńską, a co za tym idzie? Po prostu nasz ślub odbędzie się w Londynie. Będzie to tylko ślub cywilny, bo ceremonię chcielibyśmy wyprawić w Stanach. Także mówiąc krótko czekają nas dwa śluby. A to oznacza, że będę mogła mieć dwie sukienki! Nie narzekam, bo która kobieta by na to narzekała? Szczerze mówiąc buty na ślub cywilny już mam. 😀

Przeprowadzka

Serio, nawet nie wiecie jak mi będzie szkoda zostawić niektóre meble czy inne domowe akcesoria. Gdybym była wariatką, to wynajęłabym kontener i zabrala ze sobą dosłownie wszystko. Ale aż taką wariatką nie jestem dlatego też, będę zmuszona pozbyć się moich ukochanych roślinek i kwiatów. Oprócz tego pewnie będę robiła wyprzedaż domową. Jak będziemy znać datę wylotu, to zacznę organizować i planować całe przedsięwzięcie.

Dziewczyny! Macie jakieś porady odnośnie ślubu, przeprowadzek, wiz i innych rzeczy? Jeżeli tak, to piszcie śmiało. Jestem mega ciekawa czego powinnam się spodziewać. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powiązane posty