Jak się poznaliśmy?

jak się poznaliśmy?

Zaraz nam stukną 4 lata, a ja wciąż nie umieściłam wpisu o tym jak my się poznaliśmy. Zabierałam się tego chyba z milion razy. Powstały ze 4 wersje, ale żadna końca mi nie pasowała. Tak naprawdę na nasze poznanie składa się mnóstwo osób, miejsc i sytuacji, które doprowadziły do tego momentu. Jesteś gotowa na amerykańsko-polską historię miłości? Jeżeli tak, to scrolluj dalej!

Hotel i Amerykanie – o co tutaj chodzi?

Zanim przejdę do historii właściej, muszę Ci opowiedzieć trochę tak zwanego backgroundu. Otóż do Polski wróciłam ze względu na sprawy rodzinne. Gdyby potoczyło się inaczej, z pewnością nie wracałabym do Polski. Zanim po raz pierwszy wyleciałam do Londynu, pracowałam w Hotelu i Restauracji “Et Cetera”. Był to mały, rodzinny hotel ze świetną, lokalną kuchnią i cudownymi ludźmi, którzy tworzyli to miejsce. Śmiało mogę powiedzieć, że w tym miejscu wszyscy traktowaliśmy się jak członkowie jednej, wielkiej ceterowej rodziny. 😉 Gdy zapadła decyzja o moim wyjeździe, nie sądziłam, że kiedykolwiek jeszcze wrócę w to samo miejsce, do tych samych ludzi. Gdy w lipcu 2016 roku wracałam do domu, jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka. W Słupsku, wieści szybko się rozchodzą i niecałe 2 miesiące później stałam za barem z moimi dziewczynami. Mówiąc po mojemu – wróciłam na stare śmieci. Powoli zaczęłam powracać do życia i musiałam przystosować się do tego, że w hotelu mamy głównie Amerykanów.

Amerykanie – co z nimi?

Kilka lat temu w Słupsku (a raczej pod Słupskiem), Amerykanie zaczęli budować Tarczę Antyrakietową i co za tym idzie, w mieście pojawiło się dużo obcokrajowców. Zanim jeszcze wyleciałam do Londynu, zdążyłam się z kilkoma osobami zapoznać i zaprzyjaźnić. Większość z nich mieszkała w hotelu w którym pracowałam. I właśnie dzięki temu, że znałam te kilka osób to później już poszło z górki. Zaczęłam poznawać więcej i więcej tych Amerykanów. Z czasem nawet zaczęłam chodzić na wspólne grillowanie. Matt co weekend urządzał u siebie w domu grillowanie z całonocnym (czasem nawet cało weekendowym) oglądaniem filmów, graniem w pokera czy w darta. Od Matta mam również kilka świetnych przepisów. Jak będziesz chciała, to podzielę się na blogu. 🙂 Generalnie moje miasto nie jest duże, więc praktycznie na każdym kroku spotykałam kogoś z kogo znam. Większość dobrze mnie znała i kojarzyła. I w sumie przez te ‘znajomości’ poznałam Davida.

Gotowa na więcej?

https://www.instagram.com/p/BYn5FRwhI65/
Nasz wypad do Edynburga. Tutaj poznałam znajomych Davida ze Stanów

Gdzie i kiedy się poznaliśmy?

Rok 2016, początek października. Jest sobota wieczór, cisza w restauracji, zero gości. Tylko ja i muzyka z głośnika. Wszystkie przyjazdy były już zameldowane, a reszta gości hotelowych wybyła na miasto. Ja stoję za barem i wtedy wchodzi On – cały na czarno! Pierwsza moja myśl, jaka przyszła mi wtedy do głowy to była -O, nowy człowiek! A po chwili.. idź se człowieku zjeść gdzie indziej. Ja tutaj delektuje się ciszą i spokojem. No ale dobra.. gość, to gość, więc usadziłam Go w w sali obok. Dałam kartę i wróciłam na swoje miejsce, czyli za bar. Po chwili wróciłam i wzięłam zamówienie, wbiłam wszystko do systemu i tyle. Pamiętam, że najpierw jadł zupę.. gdy podeszłam do stolika to jegomość miał nos w telefonie. Nawet nie zauważył, że tam jestem. Po kilkunastu minutach zajrzałam z powrotem, a tam zupa ledwo tknięta, bo On dalej zapatrzony w ekran. (ma to do dzisiaj;)) Po kolejnych 10 minutach, podeszłam i zapytałam się czy już skończył i czy mogę przynieść danie główne – odpowiedział twierdząco. No to ja siup do kuchni, złapałam talerz i w podskokach wróciłam do Jego stolika. W myślach błagałam, aby nie jadł tego dania przez 40 minut, tylko, aby szybko zjadł i poszedł. Podałam do stołu i ponownie zaszyłam się za barem. Dochodziła prawie 21:30, więc kuchnia się zamykała i szła do domu. Dziewczyny z kuchni zdążyły wyjść, gdy po chwili wchodzi David i mówi, że chce uregulować rachunek. O matko – jak ja byłam szczęśliwa! Nareszcie mogłam iść do domu. 😀

https://www.instagram.com/p/Bb2K3yUA-Os/
Nasz wyjazd do Rygi na Łotwie

Poniedziałek

Poniedziałek był dniem w którym mieliśmy duży ruch. Większość Amerykanów przychodziła do nas na obiad, po ciężkim weekendzie. 😉 Tego wieczoru jeden z moich znajomych poprosił mnie o zarezerwowanie dużego, okrągłego stołu, bo mają pożegnanie Katie z bazy oraz poinformował mnie o tym, że na Jej miejsce jest nowa osoba. Tak jak Jun prosił, stół był przygotowany. Wybiła godzina 18:00 i do restauracji wszedł Jun, a tuż za Nim kroczył David. Wszystko poskładało mi się do kupy i zrozumiałam, że D jest tą nową osobą na miejsce Katie.

Kolacja przebiegła szybko, damska część towarzystwa po kolacji się ulotniła, a do baru przyszli panowie. No i wtedy mieliśmy okazję chwilę porozmawiać. Ja jako dusza towarzystwa zaczęłam zagadywać. Jak kolacja, jak im piwo smakuje (mieliśmy bardzo dobre regionalne piwo z browaru w Koszalinie), później temat zszedł na seriale, dobre filmy (David napisał mi na kartce kilka swoich ulubionych seriali i co najciekawsze – ja wciąż mam tę kartkę:), później od słowa do słowai bach! Byliśmy znajomymi na Facebooku + miałam Jego numer telefonu zapisany w telefonie.

David przychodził codziennie do restauracji na obiad. Wspólnie z Junem mieli ‘swoje’ stołki barowe. W międzyczasie zaczęliśmy pisać do siebie wiadomości, a później jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy wychodzić sobie na herbatkę, piwo, pizzę czy gry planszowe. Później zabrałam Go na mecz koszykówki, na imprezę, a w grudniu pojechaliśmy na Jarmark Bożonarodzeniowy do Gdańska. Nasza pierwsza wspólna podróż, to była podróż do Warszawy, do mojej przyjaciółki. Spędziliśmy tam kilka rewelacyjnych dni. Później kilka razy był Poznań, odwiedziliśmy Krąg (mała wieś w zachodnio-pomorskim), polecieliśmy do Rygi, wspólnie odwiedziliśmy Edynburg, ja nawet zamieszkałam u Niego w apartamencie.. i tak minęło nam 10 miesięcy wspólnego życia. Oboje wiedzieliśmy, że to nie będzie trwało wiecznie, ale jakoś specjalnie się tym (jeszcze) nie przejmowaliśmy. Gdzieś tam temat się przewijał, ale póki co, to cieszyliśmy się swoim towarzystem. Kontrakt Davida był przewidziany do końca września, aczkolwiek w międzyczasie pojawiła się nadzieja, aby David został kolejne 10 miesięcy. To dopiero była radość! Nie musieliśmy rozmawiać na trudny temat jakim niewątpliwie był “i co dalej?”. Kilka miesięcy minęło nam strasznie szybko.. ale nasze szczęście nie trwało długo. Szanse na przedłużenie kontraktu posypały się jak domek z kart. Oboje byliśmy bardzo zawiedzeni. Do wylotu Davida zostały 2 miesiące.. a my z dnia na dzień musieliśmy powrócić do tematu “i co dalej?”. Nie były to łatwe rozmowy. Czasem kończyło się trzaśnięciem drzwiami albo wybuchem płaczu. Mówię to wprost, nie było łatwo. Ale najgorsze było dopiero przed nami…

Holborn Park, 06/07/2019

Czas pożegnania

Pamiętam to jak dziś. Końcówka września 2017 roku, Gdańsk, lotnisko Wałęsy. Godzina 4:30. Na dworze ciemno i zimno. Stoimy w kolejce do odprawy bagażowej. Ja z czerwonymi oczami i mokrymi policzkami wiszę na Jego ramieniu, aby ukryć łzy. To już jest koniec – tak sobie wtedy myślałam. On poleci do domu, zapomni o mnie i tyle. Narobiłam sobie nadziei, a teraz wszystko szlag trafi. Co chwilę słyszałam tylko – no nie płacz, przecież będę przylatywać do Ciebie. Wtedy nic do mnie nie docierało. Byłam tak zła, śpiąca, głodna, smutna i zapłakana, że myślach się modliłam, aby pierwszy raz w życiu odwołali samolot. Albo żeby nastąpił zwrot akcji i ktoś powiedział, że to żart. Albo, że to tylko sen. Ale jak na złość to wszystko była prawda, a ja byłam pośrodku lotniska, żegnając Davida. Nawet jak teraz sobie o tym myślę, to nerwowo zerkam na D, sprawdając, czy jest obok mnie – po prostu nie chcę już wracać do życia na odległość. 😉

To było najgorsze pożegnanie. Jak tylko doszliśmy do bramki i David musiał już iść, myślałam, że wybuchnę płaczem na całą halę odlotów. Nawet teraz, gdy o tym piszę, moje oczy robią się mokre, a w żołądku ściska.

No i poszedł.. poleciał. A ja poczłapałam jak ostatnia pokraka do pokoju hotelowego. Do dzisiaj mam złe wspomnienia z Hiltona przy lotnisku w Gdańsku. Zawsze tam nocowaliśmy, gdy David leciał do domu. Kto wie, może z czasem będę mieć same dobre wspomnienia związane z tym miejscem. 😉

Aby się ponownie zobaczyć, musieliśmy czekać 4 miesiące..

https://www.instagram.com/p/BZsm_PNA-OW/
zdjęcie z pokoju hotelowego po wylocie Davida do Stanów
Pierwsze, wspólne zdjęcie w Londynie 04/07/2020

Podziękowania

Niewątpliwie jest to najdłuższy wpis na blogu. Jeżeli tutaj dotrwałaś, to zasłużyłaś na kawałek dobrego ciasta. Czytanie jest jak sport, należy się nagroda! <3

Jeżeli nie masz dosyć i chcesz przeczytać więcej historii związanych z nami, to koniecznie daj znać w komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powiązane posty